Witamy na stronie Koła Inicjatyw Studenckich!


Koło Inicjatyw Studenckich działa przy Rybnickim Ośrodku Naukowo-Dydaktycznym Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Wywiad z dr Jackiem Kurkiem


„Wsiąść do pociągu byle jakiego...”, czyli co wspólnego mają muzyka i kolej?

Chciałybyśmy nawiązać na samym początku do słów, które Pan wypowiedział w trakcie swojego wykładu, czyli „człowiek próbując zacząć od początku, zaczyna od stacji kolejowej”. Proszę nam opowiedzieć, jak zaczął się Pan interesować losami kolei?

Kolej jest dla mnie takim dobrym doświadczeniem, przestrzenią, pozwalającą poznać Śląsk,  którego dziejami zajmuję jako historyk. Powiedziałem także w trakcie mojego wystąpienia, że pojawienie się kolei na Śląsku spowodowało bardzo liczne zmiany mentalne. Podróże stały się bardziej masowe i tańsze. Znacznie nasiliły się kontakty ludzi ze światem zewnętrznym. Koleją przewożono książki i prasę. Nią jeździli działacze polityczni, narodowi, duchowni, artyści. Szybciej i sprawniej można było dojechać np. do Krakowa, spędzić tam dzień i wrócić, to już nie była wyprawa na tydzień – dwa, tylko na dwa, trzy  dni. Wszystko to miało zdecydowany wpływ na przeobrażenia myślowe na Śląsku w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku.  Istnieje ścisły związek między tymi zmianami a dojrzewaniem do polskości części ludności śląskiej. A ponieważ interesuję się też jako historyk muzyką rockową i związkami tej muzyki z kulturą zarówno w  XX, jak i XIX wieku, dostrzegłem, że zwłaszcza w naznaczonych smutkiem, nostalgią, dawnych tekstach bluesowych, np. Roberta Johnsona, pojawia się ten motyw osamotnienia człowieka, który staje na rozstajach dróg i zastanawia się, w którą stronę pójść. Na rozstajach dróg według różnych ludowych wierzeń pojawiał się diabeł. Nie bez powodu więc ustawiane były tam krzyże i kapliczki. Miały odganiać złe duchy. Znana jest legenda, zgodnie z którą Robert Johnson właśnie na rozstaju dróg sprzedał diabłu duszę, za co otrzymał talent pięknego śpiewu. Johnson (którego nagrania ukazały się po wielu latach) stał się pierwszym prawdziwym idolem dla wielu późniejszych artystów, takich jak Mick Jagger czy Keith Richards z The Rolling Stones. Wśród wielu innych jest taka piękna pieśń Johnsona, Love in Vain Blues, czyli blues o miłości, która jest miłością daremną. Pieśń zaczyna się od słów „zostałem sam z moją podróżną torbą w dłoni, poszedłem za nią [kobietą] na dworzec, tam zostałem sam, moja miłość  na marne”. Pojawia się tam wątek takiego tęsknego spojrzenia na pociąg jako symbol oddalenia, tęsknoty, samotnego wędrowania, szukania nowego celu w życiu. W latach 70. popularna była w Polsce ujmująca piosenka pt. Remedium do słów Seweryna Krajewskiego z refrenem „Wsiąść do pociągu byle jakiego…”. Ukazany jest  w niej motyw człowieka, który już nie ma nic do stracenia i chciałby zacząć życie na nowo. Tu też występuje archetyp pociągu jako symbolu. Proszę zauważyć, akcja niektórych kryminałów rozgrywa się w pociągu, w zamkniętej przestrzeni pełnej dziwnych tajemnic, niemożności ucieczki (jeśli chce się dotrzeć do celu) i skazania na siebie współpodróżujących. Wspomniałem też w wykładzie o scenach z filmów sensacyjnych, m.in. o Jamesie Bondzie. A dlaczego wymieniłem właśnie te? Bo stały się ikonami popkultury i w nich się odbija wszystko to, co funkcjonuje jako kulturowy archetyp. Jest w nim także „idea pociągu”.

Może teraz pytanie z innej dziedziny, bo bardziej dotyczące współczesności niż historii –  jak ocenia Pan stan obecny kolei? Bo dużo się właśnie mówi w mediach na temat tego, jak źle jest. Czy faktycznie jest tak źle?

Powiem tak. Uważam  kolej za jeden z największych skandali współczesnej Polski. Bardzo poważnie to mówię. Twierdzę, że jest to taka  instytucja (w  ich niezliczonej liczby, bo jak wiemy jest ona podzielona na mnóstwo spółek), która jako żywo przypomina mi moją młodość z czasów PRL-u. Paradoksalnie i nieco przewrotnie się wyrażę, że jeżeli w socjalizmie cokolwiek działało lepiej niż teraz, to była to chyba tylko kolej. Nie funkcjonowała dobrze, ale to, co dzieje się teraz, uwłacza wszystkiemu. To sytuacja zawstydzająca i przygnębiająca. Pomijam to, jak pociągi się spóźniają, to, że całe linie na Śląsku pamiętają czasy niemieckie i dopiero teraz po raz pierwszy są modernizowane. Przykładem degrengolady, graniczącej z przestępstwem, jest zamykanie dworców kolejowych, często zabytkowych o bardzo pięknej architekturze. Wszyscy patrzymy na tę bezkarnie dopuszczaną destrukcję. Te miejsca zamieniają się często w ruiny, które są siedliskiem zła, kaleczącym miasta i ich dzielnice. Myślę, że bezkarności takich działań niczym nie można usprawiedliwić. To jeden z tych złych paradoksów polskiej rzeczywistości, bo przecież na zachodzie Europy kolej się świetnie rozwija, jest wartościowym środkiem lokomocji zarówno w przestrzeniach podmiejskich, jak i w wymiarze dalekobieżnym. Wielu studentów w kolei mogłoby znaleźć nie tylko tańszą formę docierania na swoje uczelnie, ale też swoistą „czytelnię”. W przeciwieństwie bowiem do prowadzenia samochodów i stania w korkach całymi godzinami, podróż koleją stwarza możliwości np. czytania albo spokojnej rozmowy, a wręcz gdyby podróż była choć w minimalnym stopniu komfortowa, dawałaby warunki, by między punktem A, z którego się wyjeżdża, a punktem B, do którego chcemy dotrzeć, można było odpocząć.

A czy widzi Pan jakieś perspektywy, jak ta kolej może się rozwijać? Czy już będzie tylko zmierzała w kierunku dalszej degradacji,  czy jest szansa realna na jakąś poprawę?

Ja tylko mam ogromną nadzieję, że ten kryzys zostanie przełamany, ale nie jestem ani specjalistą w tej dziedzinie, ani futurologiem. Byłem wśród obrońców starego dworca w Katowicach, a konkretnie tych słynnych już betonowych kielichów, które rzeczywiście w moim przekonaniu trzeba było zachować, ponieważ były budowane w unikatowym stylu brutalizmu w latach 70. Resztę oczywiście trzeba było odnowić, wybudować na nowo. Istnieje budowla w Tanzanii o nieomal takiej samej architekturze. Takich obiektów (o niekwestionowanej wartości zarówno estetycznej, jak i funkcjonalnej) na świecie jest bardzo niewiele. Zniszczenie tego budynku, czyli wybudowanie atrapy, bo podobno dworzec (w części owych kielichów) ma wyglądać podobnie… jest dla mnie niezrozumiałe. Był to obiekt bezcenny, dach został tak ułożony, że nigdy nie trzeba było go odśnieżać. Mimo że nie było na owych kielichach żadnych dodatkowych dekoracji, elementy te same w sobie były ozdobne. Gdyby je oczyszczono i zmieniono całe otoczenie, to wchodząc do holu głównego, można by odnieść  wyrażenie, jakby się przebywało w jakiejś nowoczesnej świątyni. Niestety,  całość była bardzo zrujnowana. Przestrzeń dworca  w ostatnich latach jawiła się jako tak odrażająca, że większość ludzi chciała się tej przestrzeni – dworca –  jak najszybciej pozbyć. Szkoda.

Chciałybyśmy  zapytać właśnie, czy zauważył Pan  jakieś zmiany,  jakie się dokonały w kolejnictwie w okresie kilkunastu ostatnich lat? Na przykład  zmiany pozytywne?

Mogę powiedzieć tylko jako pasażer i ktoś, kto rzeczywiście jako historyk ocierał się o dawne opinie o kolei. Z przykrością stwierdzam, że tych zmian pozytywnych widzę bardzo niewiele. Proszę sobie wyobrazić, że na początku XX wieku w mieście takim, jakim jest Kraków, bodaj najsłynniejszą i najmodniejszą restauracją była ta dworcowa. Trudno byłoby dziś pomyśleć o takim dworcu, który mógłby pełnić chociaż w części podobną funkcję. Tak samo transport. No dziś pasażer nie może nawet biletu kupić, bo po prostu w jego miejscowości nie ma kasy albo jest taka kasa, w której kupić można bilet jedynie na określony typ pociągów. Oczywiście, z tego być może znajdzie się jakieś wyjście, musi się znaleźć, bo kryzys kolejnictwa jest tak dogłębny, że w którymś momencie to będzie musiało się zmienić.

Jeszcze może na koniec zapytamy Pana o Pańskie plany na przyszłość.

Ja jestem historykiem, który zajmuje się zarówno historią Śląska, jak i wszelkiego rodzaju pogranicznych miejsc, pogranicza rozumiem tu zarówno geograficznie, czyli jako miejsca, gdzie spotykają się różne kultury, różne języki i rożne religie, jak i w innym znaczeniu. Pogranicze nauki albo nauki i sztuki… wszystko to jest fascynującą przestrzenią, w której rozwija się nasza kultura, kultura tych, których spotykamy. I mam nadzieję, że seria książek, które współredaguję w cyklu „Medium Mundi”), jest tego ilustracją. W Widmach pamięci oraz Zwierzętach i ludziach autorami tekstów są ludzie o zainteresowaniach z bardzo różnych dziedzin. W najbliższym czasie będzie wydrukowana moja książka, zatytułowana Rock i romantyzm. To zbiór esejów o związkach pomiędzy muzyką rockową, tą z  lat 60. i 70.  (ale też późniejszą), a romantyzmem. To książka, przypominająca, że rock ma wiele różnych odmian, także bardzo wyrafinowanych, o walorach intelektualnych i zadziwiającej estetyce. 

Dziękujemy bardzo za rozmowę.

A ja dziękuję za zainteresowanie.

Wywiad przeprowadzały: Iwona Wziętek i Weronika Łuska

Koło Inicjatyw Studenckich